Sonet z emigracją do siebie
rozglądać się biernie na boki
patrzeć jak jastrząb w chmurach krąży
i czy złapać ofiarę zdąży
obserwować przebiegłość sroki

w czasie śniadania w ogródeczku
przy wyławianiu muchy z kawy
dostrzegać że świat jest łaskawy
mimo okruchów na spodeczku

to jest emigracja do siebie
najbliższa do wnętrza własnego
użyteczna w każdej potrzebie

trwać wolnym o wodzie i chlebie
bez “światopoglądu ciasnego”
jak jacht co się w sztormie kolebie
Twierdza Ciszy, 16 czerwca 2002